piątek, 6 lutego 2015

Alkohol w Horoskopie


Jedni krzyczą, że alkohol to Twój wróg, inni łagodzą, Że tylko upijać się nie należy. Bo kolacja bez kieliszka dobrego wina nic nie jest warta.
Ale są i tacy, którzy za jednym głębszym rozglądają się już przed śniadaniem.
Do której grupy należysz i co się z Tobą stanie, gdy wypijesz o jeden za dużo l To zależy od tego, który ze znaków zodiaku towarzyszył Twoim urodzinom.
Pamiętaj jednak, że każdy Z  nas jest jedynie po części Baranem czy Koziorożcem...


BARAN

Choć rzadko wpada w nałóg, to jed­nak od czasu do czasu lubi sobie zdro­wo golnąć.
Zwala się bez zapowiedzi znajomym na głowę, osusza im cały barek, zapa­skudza łazienkę, a nazajutrz na wielkim kacu zgłasza pretensje, że go upili.
Gorzej, jeśli ochota „na jednego” dopa­da go w jakimś barze lub hotelu. Już po drugim kieliszku dosiada się do sąsied­niego stolika i przejmuje dowództwo nad biesiadą. Zachowuje się przy tym jak zwierzę. Pije z gwinta, czka, winem czy piwem oblewa sobie gors, wydziera się przekrzykując wszystkich. A gdy mu ktoś zwróci uwagę, gotów przyłożyć. Bo Ba­ran po kieliszku dostaje małpiego rozu­mu więc lepiej mu nie wchodzić w dro­gę. Awanturuje się, poucza kelnerów, usiłuje tańczyć na stole i kradnie drobne babci klozetowej. Szasta pieniędzmi sta­wiając kolejkę za kolejką - nawet jeśli nie ma już za co. Na drugi dzień ma kaca - nie tylko alkoholowego, ale także moral­nego. Szczególnie, gdy podliczy, ile szmalu przepuścił na popijawę.
Panią Baran alkohol strasznie podnie­ca. Traci zupełnie zdrowy rozsądek, bo górę biorą chucie. O brzasku chyłkiem ucieka z łóżka w którym obok siebie odkryła dziwnego, zarośniętego faceta.

BYK

Gdyby sam miał płacić za każdy kieli­szek wódki, popadłby w abstynencję, choć bardzo lubi wypić i Zakąsić.
Ale natura dała mu genialny nos do wyczuwania okazji na odległość. Na wszystkich przyjęciach, imieninach, rautach, promocjach roi się więc od By­ków obojga płci walczących przy pół­miskach o każdy kęs i co lepsze marko- we wina. Bo w gościach Byk byle czego do ust nie weźmie, choć w domu ka­szankę piwskiem najwyżej zapija.
Jeśli Byk postawi Ci kiedyś kielicha, miej się na baczności - ńa pewno chce Cię upić i wykorzystać. On sam prawie nigdy się nie upija. Lubi panować nad sytuacją - zawsze przecież można coś wynieść do domu za pazuchą. Najbar­dziej zajś przykry jest mu widok kelnera z rachunkiem. W obawie, by nie dostać zawału znika zwykle przed płaceniem.


BLIŹNIĘTA

Mleko matki szybko zamienia na coś mocniejszego i natychmiast staje się smakoszem przednich trunków. Z nie­jednego pieca chleb jada, z niejednej butelki pije. Popróbować musi wszyst­kiego. Bo po paru głębszych lepiej się mu gada. Smętnego, nad pustym kie­liszkiem nigdy go nie spotkasz.
Nie lubi też siedzieć długo przy jed­nym stole. Chętnie więc rusza w rajd po barach, knajpach i restauracjach. Nigdy nie wiadomo, z kim i gdzie wyląduje. Co dziwne, nazajutrz świetnie pamięta o czym z kim gadał i gdzie go diabli za­nieśli. Do domu niechętnie zaprasza, bo nienawidzi zamieszania z gotowaniem o sprzątaniem. A przecież samej półli- trówki na stół postawić nie wypada. Ciekawe, że choć czasem pochłania ol­brzymie ilości napojów wyskokowych, właściwie nigdy się nie upija. I bywa, że do późnej starości nie wie co to kac.

RAK

Na przyjęciach zawsze zjawia się z liczną rodziną, która rzuca się na stół jakby od tygodnia nie jadła. Z tego po­wodu mało kto go zaprasza. Ale, że bie­siadowanie to żywioł Raka, sam chętnie zaprasza rodziny z dziećmi, przyjaciół i znajomych. Tyle że goście siedzą o su­chym pysku, bo paroma kanapkami i jedną butelką wszystkich trudno ob­dzielić. Kto go zna, zjawia się więc przezornie z własnym antałkiem, garn­kiem bigosu czy sałatki jarzynowej.
Rak za kołnierz nie wylewa. Jeśli mu jeszcze wątroba nie wysiadła, spija wszystko - od wiśniówki po babci, po spirytus do przemywania okularów.
Przy stole łatwo się wzrusza, śpiewając przez łzy „Dałabym ci buzi, dała” i obra­ża się na amen, jeśli mu zwrócisz uwa­gę, że fałszuje. Po paru głębszych wpa­da w doskonały humor, opowiada kawały, robi striptiz na stole, podszczy­puje biesiadników nie odróżniając żony od szefa i robi inne obrzydliwe rzeczy. Dopóki nie zmiękną mu nogi. Wtedy zwala się w kącie i zasypia w sekundę jak kamień.
Pani Rak ma mocną głowę i przetrzy­ma w konsumowaniu trunków niejed­nego pana. Ale to się zawsze źle kończy dla niego. Ją nazajutrz boli głowa - przez parę godzin. On - musi płacić ali­menty do końca życia.

LEW

Ten osobnik nie je, ale konsumuje, nie pije, tylko wznosi toasty, nie bywa, ale jest podejmowany. W życiu nie splamił­by się pociąganiem z gwinta lub - co gorsza - z musztardówki. Zaprosisz go na jednego, będzie się krzywił: nie z ta­kich kieliszków piłem u prezydenta, a w ambasadzie włoskiej - tam dopiero wino dawali!
Gdy mu nieco zaszumi w głowie, przy­sięga, że biesiadował z Chrystusem w Kanie Galilejskiej.Wyliczającemu swoje niezwykłe zna­jomości Lwu wreszcie zaschnie w gar­dle. Będzie je więc musiał czymś zwil­żyć. Potem, na raty, będziesz musiał spłacać za niego rachunek.wiele lepiej przyjąć zaproszenie Lwa on uwielbia stawiać, bo chce się poka­zać. Po paru głębszych płaci za wszyst­kich. Wiedzą to najlepiej Raki, Ryby, Koziorożce, Byki a także kelnerzy i part­nerzy Lwów.

PANNA

Na ogół boli ją głowa albo żołądek. Przysięga więc, że z alkoholów pije tyl­ko krople Inoziemcowa. Rozgłasza, że za knajpami nie przepada, bo obrusy tam niedoprasowane, sztućce niedomy­te, goście jedzą za głośno i podpici ga­dają od rzeczy, a kelnerzy chrzczą wód­kę. No i oszukują w rachunkach. Tak rozwodząc się nad błędami innych łapie z nerwów za butelkę żytniej, pociąga łyk za łykiem i nie wiadomo kiedy wi­dać dno. Gdy Panna się upije — a łatwo jej to przychodzi - lepiej jej w drogę nie wchodzić. Bo, choć trudno w to uwie­rzyć, staje się jeszcze marudniejsza niż zwykle. Gdy wytrzeźwieje, wpada w depresję. Nie wiadomo, czy dlatego że żal jej wszystkich głupstw, których po pijaku nie zrobiła, czy rozpacza, że znów na trzeźwo musi znosić świat pe­łen niedoskonałości.


WAGA

Choć nie odróżnia smaku wina czer­wonego od białego, robi wrażenie, jak­by wszystko wiedziała o markowych trunkach. Z odgiętym rasowo palcem krąży wśród biesiadników. Chętniej na­lewa innym, niż sobie. Publicznie się bowiem nie upija. Wie, że po kieli­chu język się jej plącze, nos czer­wienieje, oczy puchną i łatwo traci resztkę rozumu. Z wdzię­kiem więc opowiada o rze­czach, o których nie ma zielo­nego pojęcia. Już po chwili wszystkim głupio, że byle krewetki zapijają rosyj­skim szampanem. Maniery Wag obojga płci robią wraże­nie. Jakoś nie wypada śpiewać „Góralu, czy ci nie żal” przy takiej personie. Za­bawa robi się sztywna jak  nieboszczyk w lutym. A Waga dyskretnie wymyka się do domu i w samotności obciąga si- wuchę podwędzoną gospodarzom


SKORPION

Gdy inni pociągają czystą, on żąda szampana z mlekiem kokosowym i so­sem tabasco. Gdy go częstują 20-letnią whisky, wyciąga zza pazuchy siwuchę. Uwielbia bowiem prowokować - także w piciu.
Za wielkimi imprezami nie przepada. Jeśli już da się zaciągnąć na przyjęcie, siada uprzejmie z boku i oczami niczym laser przeszywa na wskroś biesiadni­ków. Przed nim nic się nie ukryje: kto komu nadeptuje na nogę i czyje ręce splatają się pod obrusem. Ale z wolna się rozkręca. Przy drugiej butelce wina podszczypuje sąsiadkę, opowiada świńskie kawały. Pani Skorpion zaczy­na się nawet rozbierać i napiera biustem na pierwszego lepszego faceta.
Przy trzeciej wdaje się z szefem w kłót­nię na tematy polityczne. Przy czwartej beszta gospodynię, że przypaliła pie­czeń i żałuje mu alkoholu... Jeśli ścią­gnie ze stołu obrus należy dziękować Bogu. Mógłby bowiem wbić widelec nie w szynkę, a w czyjś pośladek. Po wódce na wszystko go stać.

STRZELEC

Niewiele je, tęgo popija i z każdym kieliszkiem coraz to pieprzniejsze ka­wały opowiada. Toteż wzięcie ma ni­czym karp na Boże Narodzenie - wszy­scy go zapraszają i moczą w wódzie.
Jeśli z mordowni za rogiem dobiegają salwy śmiechu - jak nic Strzelec przy pi­wie bawi okoliczne moczymordy. Jeśli na wytwornym przyjęciu po stole hasa mocno rozebrana dama - z całą pewno­ścią jest to świeża znajoma* Strzelca, zgarnięta spod hotelu lub dworca.
Pani Strzelec pod dobrą datą przywozi do domu kolesi z monopolowego i na­mawia męża za seks grupowy.Tak czy inaczej, każdy Strzelec lubi i wypić, i zabawić się. Czasem po paru głębszych ogarniają go wyrzuty sumie­nia i postanawia iść do spowiedzi. Ale trafia do izby wytrzeźwień. Wtedy ro­dzina się modli - z radości, że zginął
prosi Boga, by się nigdy nie odnalazł.


KOZIOROŻEC
Nic mu nie smakuje więc mało je
0                     jeszcze mniej pije. W młodości chudy więc jest na ogół i skrzywiony, bo naj­
częściej odżywia się kiełkami i źródlaną wodą. Dopiero w wieku średnim przy­chodzi mu apetyt i zajada z zapałem. Gotów jest nawet wypić to i owo. Po­smakowawszy wódeczki czy piwa (w winie raczej nie gustuje ze względu na żołądek) staje się mniej ponury i ko­ścisty niż zwykle.
Z czasem tłumaczy się, że pije, bo go to rozgrzewa - i coraz częściej sięga po butelkę. Być może to jest powodem znaczących zmian w jego życiu. Po czterdziestce Koziorożec chętniej zdra­dza własną żonę i opowiada kawały - a nawet się z nich śmieje. Bez względu na to, co wypił, nigdy nie ma kaca!

WODNIK

Uwielbia eksperymentować. Szczegól­nie w młodości. Wszelkie koktajle to je­go specjalność. Poi nimi siebie i znajo­mych. A że nie zakąsza, urzyna się natychmiast. Czyj żołądek zniósłby wódkę z grzanym piwem i koniakiem zakropionym szampanem? Ale cieka­wość świata i smaków wciągnie tego osobnika obojga płci w każdy alkoholo­wy eksperyment.
Po czterdziestce nadwerężona wątro­ba każe Wodnikowi ograniczyć trunki do czystej wódki zmrożonej na gęsto. To wszystko, co może zrobić dla zdro­wia, bo rozstanie się z kieliszkiem przy­chodzi mu z trudem.
Nie upija się na umór, ale dobrze pod­chmielony jest specem od skandali: za­gląda paniom pod spódnice, myli palmę z toaletą, usiłuje podpalić kota. Naza­jutrz oczywiście niewiele pamięta - bo nie chce. Klina też leczy zimną wódką.
W nałóg prawie nigdy nie wpada. To byłoby zbyt nudne, nie mówiąc już o tym, że coraz to nowe eksperymenty wymagają trzeźwości umysłu.

RYBY

Przysięga, że już sam widok wódki bu­dzi w niej obrzydzenie. Że pić nie może. bo puchną jej po tym stawy i wysiada żołądek.Trzeba ją długo prosić, żeby skoszto­wała kropelkę. Gdy już umoczy ustecz­ka, od butelki jej nie oderwiesz. Podpita recytuje wiersze, przemawia, śpiewa : solo nie proszona i pokazuje bliznę po wycięciu ślepej kiszki.
Tkwi przy barze dopóki jest na nim coś, co się da wypić. Nazajutrz ma kaca giganta. Trzeba się nad nią litować, ob­kładać kompresami, karmić ogórkową lub barszczem. Ale bywa, że biegnie do barku i łapie za butelkę - jeśli w niej jeszcze coś zostało. Widok Ryby pływa­jącej od rana jest najzupełniej naturalny.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz